Starotestamentowy autor Księgi Mądrości  wznosi wielbiący okrzyk do Boga:  Aleś Ty wszystko urządził według miary liczby i wagi! Potężnie działać zawsze jest w Twej mocy… (Mdr 11, 20-21).

Za ostatni wielki system filozoficzny starożytności uchodzi neoplatonizm, któremu największą zwartość nadał Proklos (ok. 410 – 485). W schrystianizowanej wersji myśli neoplatońskie odnajdujemy wcześniej u św. Augustyna (354 – 430). Doktrynalnie, system ten opierał się na skrajnym teocentryzmie.  Myśli neoplatońskie przewijają się przez filozofię do dzisiaj, a zawsze miały wpływ na filozofię matematyki.  Matematyzującym filozofem określilibyśmy dzisiaj Mikołaja z Kuzy (łac. Causanus, Kuzańczyk, 1401-1464). Pisał on: „Ponieważ jak Bóg jest twórcą rzeczywistych bytów i form naturalnych, tak człowiek jest twórcą myślowych bytów i sztucznych form; nie są one niczym innym, jak odbiciem jego umysłu, tak jak stworzenia są odbiciem umysły boskiego”.

Szczególne miejsce zajmują formy matematyczne, które można poznać takimi, jakimi są w sobie, ponieważ są tworami ludzkiego umysłu. Dla Kuzańczyka umysł (mens) pochodzi od mensurare (mierzyć). Reprezentował on panteizm, co  może być rozumiane jako utożsamianie Boga z przyrodą. Odnajdujemy to potem u Barucha Spinozy (1632-1677). W serialu telewizji Polskiej „Dom” (1979-1995), wątpiącemu bohaterowi wyjaśnia ksiądz: Boga nie ma, ale Bogiem nazwano siłę, która to wszystko sprawia.

Przytoczę jeszcze słowa Leibniza, który był najpierw filozofem, a dopiero na drugim miejscu matematykiem,

            Ein altes Wort gesagt, Gott habe alles nach Gewicht, Maß und Zahl geschaffen,   Jednym słowem przedwiecznym Bóg stworzył wszystko według wagi, miary i liczby.

 

Warto wczytać się w to,  co na temat mistyki i matematyki pisał (we wspomnianym eseju) Leszek Kołakowski :

Zamiast konstruować racjonalne czy pseudoracjonalne ciągi wnioskowań, które wzniosą nas do Boga jako najwyższego pojęcia czy też nieuchronnego wysiłku rozumowań, mistycy znają Boga jako „fakt” doświadczenia, jeśli tak można powiedzieć, jako to, co wprost dane, nie jako abstrakcję, nie jako rezultat dedukcyjnego czy indukcyjnego postępowania. Matematyka sublimuje abstrakcję aż do takiego punktu, w którym okazuje się ona jako ostatnia realność świata fizycznego – mistyka zaś usuwa wszelką abstrakcję i sublimuje doświadczenie aż do punktu, w którym to, co doświadczane, zbiega się z rzeczywistością ostateczną. Po obu stronach, czy też w obu dziedzinach ludzkiego wysiłku, unicestwia się ciało, przestrzeń, czas, przynajmniej w sensie, w jakim te realności w codziennym doświadczeniu znamy albo je pojęciowo ustanawiamy jako tegoż doświadczenia fundamentalne wyznaczniki. Kiedy docieramy do granicy, wszystkie one znikają bądź pozostają jako sposoby przejawiania się czy wyrażania się tego, co jedynie rzeczywiste, prawdziwie rzeczywiste. Bóg jest bezczasowy, bezprzestrzenny i bezcielesny, a tak samo twory matematyczne – również twory geometryczne. Jedna i druga – matematyka i mistyka – otwierają nam drogę, na której, jak się nam wydaje, możemy uciec od historycznej przypadkowości naszego bytowania, od czasowości, od ograniczoności przestrzennej i od niepewnego, kruchego statusu naszej cielesności.

Artykuł pochodzi z rozdziału „Matematyka z oddali” z książki „O nauczaniu matematyki. Wykłady dla nauczycieli i studentów. Tom 8” autorstwa prof. Michała Szurka, wydanej przez Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe

237