„Programy nie zmieniają ludzi. To ludzie zmieniają ludzi. Warto pamiętać, że szkoły pracują w systemie składającym się z międzyludzkich relacji”

O wykorzystywaniu w szkole wiedzy z zakresu neurologii oraz wartości wiedzy na temat tego, jak pracuje nasz mózg, rozmawiamy z dr Lori Desautels z Indianapolis.

Agnieszka Korcz: Ma Pani ogromne doświadczenie w edukacji. Była Pani nauczycielką oraz szkolnym pedagogiem. Przez wiele lat pracowała Pani z dziećmi z niepełnosprawnościami. Czego się można nauczyć, pracując z nimi? Proszę opowiedzieć o swoich doświadczeniach.

Doktor Lori Desautels: Cały czas zbieram doświadczenia i wciąż uczę się tego, że dopóki nie zbuduję emocjonalnej więzi z moimi uczniami, uczenie się nie jest efektywne. To może wydawać się proste, a jednak nie jest łatwo, gdy uczniowie ciągle proszą o pomoc lub zachowują się w okrutny sposób. Nauczyłam się jednak, że każde dziecko chce poczuć, że… jest. Kiedy siadamy z naszymi uczniami i zadajemy im pytania, to tym samym zapraszamy ich do współodczuwania, sprawiamy, że czują się wysłuchani i zauważeni – łączymy się na głębokim społecznym i emocjonalnym poziomie.

Jak mogę ci pomóc? Czego potrzebujesz? Jak możemy razem jeszcze lepiej pracować? Pytania te wzbudzają ciekawość i odwracają uwagę od zbliżających się konfliktów. Zapraszają do partnerstwa i autonomii, a to ważniejsze niż zwykła nauka.

Jest Pani ekspertem w dziedzinie neurobiologii i neurodydaktyki. Dlaczego wybrała Pani właśnie takie pole działalności?

Z pewnością nie jestem ekspertem w dziedzinie neurobiologii, ale uczę się codziennie od moich uczniów i kolegów. Mam wrażenie, że ta dziedzina nauki wybrała mnie, a nie ja ją, ponieważ  zawsze interesowało mnie to, jak myślimy, jak czujemy i jak reagujemy na nasze doświadczenia. Jak nawyk tworzy twarde połączenie w mózgu i dlaczego tak trudno je „zerwać”? Jak młodzież postrzega stres? Co dzieje się z uwagą i procesem uczenia się, kiedy reakcja na stres się nasila? W mojej pracy doktorskiej badałam złożone procesy myślenia i postrzegania u młodzieży, co uczniowie mówią o sobie samych w przypadku wystąpienia negatywnych zdarzeń. Zawsze intrygowało mnie to, jak młodzież myśli i czuje. Znaczny rozwój badań w zakresie neurologii ma bezpośredni wpływ na świadomość nauczycieli i rodziców. Odnoszę wrażenie, iż wielu edukatorów nie jest w wystarczający sposób przeszkolonych z wiedzy o rozwoju mózgu dzieci i młodzieży. A to przecież jest niezwykle ważne, musimy zrozumieć, że rozwój młodzieży jest nową nauką!

Około 11 roku życia następuje przyspieszenie wzrostu mózgu. W tym czasie połączenia synaptyczne, których używamy, ulegają wzmocnieniu, a te związane z umiejętnościami oraz doświadczenia, których nie wykorzystujemy, ulegają uśpieniu. To my – wychowawcy i pedagodzy –  możemy kreować w umyśle stany ekscytacji, np. kiedy uczniowie uczą się o własnej neurobiologii, czują się zaangażowani. Wielu nauczycieli realizuje te neurologiczne strategie edukacyjne w swoich programach nauczania już od lat i widzą tego pozytywne rezultaty. A teraz dysponujemy konkretnymi badaniami, które potwierdzają zasadność tej strategii.

Neurodydaktyka jest czymś nowym w Polsce. My dopiero zaczynamy podejmować próbę pracy zgodnie z tą nauką. W jaki sposób możemy wykorzystać tę wiedzę, aby  lepiej uczyć  nasze dzieci?

Jest wiele sposobów, by zacząć korzystać z neurostrategii edukacyjnej  (czyli neurodydaktyki – przyp. red.) w klasie i w naszych szkołach. Warto zrozumieć, że nie jest to tylko kolejny program lub inicjatywa. Neurobiologia edukacyjna to zestaw zasad i strategii, które pozwalają nam „być” z uczniami i tworzyć z nimi więzi emocjonalne. Zacznijmy najpierw od nauczania uczniów o ich własnej neurobiologii. Niech uczą się, jak silnie aktywują się znajdujące się głęboko w mózgu dwa małe klastry neuronów o kształcie migdała (ciała migdałowate), gdy jesteśmy zmartwieni, odczuwamy gniew lub nagromadzenie negatywnych emocji. Uczmy ich, że każde doświadczenie, związek i myśl potrafią nawet w najmniejszy sposób zmienić mózg, zarówno strukturalnie, jak i funkcjonalnie. Przybliżajmy im różne stany emocjonalne: opowiadajmy o tym, jak, czasami nieświadomie,  przyjmujemy  negatywne i pozytywne uczucia innych ludzi, dlaczego praktyka i powtarzanie zmienia  w mózgu połączenia nerwowe, a to pomaga nam uczyć się jeszcze bardziej dogłębnie, jak praktykować skupienie uwagi i czego mózg potrzebuje, aby osiągnąć stan spokoju. Kiedy uspokoimy mózg i skupimy uwagę, wzmacniamy nasz układ odpornościowy, poszerzamy naszą zdolność percepcji, zwiększamy naszą pamięć i tworzymy pozytywne emocje.

Aby skutecznie nauczać, niezbędni są dobrzy nauczyciele, czyli tacy, którzy potrafią zrozumieć potrzeby dzieci, ich kreatywność i ciekawość świata. Jakie narzędzia dla lepszego nauczania może dać nam neurodydaktyka?

Jednym z największych narzędzi, którym dysponujemy jako ludzie, a które przyczynia się do  wyciszenia reakcji na stres w naszym organizmie, jest nasz oddech. Polecam sprawdzić, co się stanie, kiedy wprowadzimy praktykowanie skupiania uwagi do szkolnych programów. Wiele dzieci  pochodzi ze środowisk obarczonych dużym stresem i niekorzystnymi warunkami rozwoju. Przewlekły stres ma negatywny wpływ na mózg. Badania wykazały, że w mózgu  „pływającym” w stresie wykształca się mniej połączeń dendrytycznych, a więc proces uczenia się jest spowolniony.

Jak Pani sądzi, co jest najważniejsze dla dzieci, by mogły stać się w przyszłości dobrymi i kompetentnymi dorosłymi?

Z perspektywy pedagoga oraz z perspektywy  matki widzę, że stabilne, dobre samopoczucie jest najważniejszym aspektem dorosłości, a także to, jak rozwijamy i nauczamy w pierwszych latach wczesnego dzieciństwa i w okresie dojrzewania. Co to jest dobre samopoczucie? Myślę, że to pozytywne poczucie samego siebie, które obejmuje również możliwość popełniania błędów, dzięki którym się czegoś uczymy. Dobre samopoczucie może również obejmować zdolność radzenie sobie w trudnych sytuacjach i życiowych doświadczeniach. Kiedy przywiązujemy się do naszych własnych negatywnych myśli, opowiadamy stale tę samą historię i stawiamy się w roli ofiary,  nastawiamy się na rozczarowanie i frustrację.

Dlaczego społeczne i emocjonalne nauczanie jest tak ważne dla uczniów?

Potrzebujemy poczucia emocjonalnej więzi z  innymi, chcemy czuć empatię i rozwijać relacje, które wzmacniają nasze umysły i serca. Mózg jest organem społecznym, a nasze życie emocjonalne i społeczne odgrywa kluczową rolę. Bawienie się w dzieciństwie jest odpowiednikiem rozwiązywania problemów w świecie dorosłych i aby robić to skutecznie, musimy rozwijać nasze poczucie tożsamości, zaufanie, a to wszystko dzieje się w kontekście relacji.

Nadszedł czas na nową edukację, na budowę nowego systemu edukacji. Jak Pani myśli, jak długo będzie trzeba na to czekać? Co dzieje się w tej chwili w edukacji w USA?

Reforma edukacji w Stanach Zjednoczonych nie działa zbyt dobrze. W ciągu ostatnich 15–20 lat staraliśmy się ujednolicić rozwój uczniów poprzez testy tylko w dwóch obszarach inteligencji (a istnieje ich o sześć więcej), używając argumentu kary i przymusu w stosunku do dzieci i młodzieży z  problemami! Stany mózgu dzieci z problemem, których życiowe doświadczenia związane są z traumą, są ukierunkowane do walki i ucieczki. Musimy zrozumieć, co mówią do nas negatywne zachowania dzieci i okazać im empatię, jeśli chcemy zmienić tę trajektorię negatywnych emocji i zachowań. To ogromna część pracy, jaką wykonuję w szkołach w zakresie neurologii edukacyjnej. Pomagamy nauczycielom budować zaufanie i  tworzyć emocjonalne połączenia w mózgu, które z kolei tworzą ścieżki nerwowe, wprowadzając umysł w stan spokoju. Wykorzystanie siły i pasji dziecka jest punktem wyjścia do stworzenia więzi emocjonalnej.

Wydanie  Pani nowej książki Unwritten, The Story of a Living System: A Pathway to Enlivening and Transforming Education („Niepisana historia żywego systemu: Droga do ożywienia i transformacji edukacji”) planowane jest jeszcze w tym roku. Co było inspiracją do jej napisania?

Jestem zakochana w naszej nowej książce, ponieważ została napisana na podstawie doświadczeń z pierwszej ręki. Jest to efekt pracy w szkole w ostatnich dwóch latach, w roli kogoś w rodzaju nauczyciela wspierającego. Popełniłam wiele błędów, ale miałam też wiele powodów do świętowania. Wprowadziliśmy neurologiczne strategie edukacyjne oraz zasady, które miały się z wielkim sukcesem nadal rozwijać, nawet po opuszczeniu przeze mnie  klasy i szkoły.  Dwa i pół roku temu poprosiłam nasz uniwersytet nie tylko o powrót z kursem do klas na tym samym etapie, ale również o możliwość prowadzenia go z moimi studentami.

Podsumowując rozmowę o edukacji, proszę powiedzieć: jak Pani sądzi, na bazie tej wiedzy, którą posiadamy dzisiaj, w którym kierunku nastąpi dalszy rozwój współczesnej edukacji?

Myślę, że zaczynamy postrzegać edukację jako żywy organizm, a nie jako machinę. Programy nie zmieniają ludzi. To ludzie zmieniają ludzi. Warto pamiętać, że szkoły pracują w systemie składającym się z międzyludzkich relacji. Kiedy każdy z nas skupi się na własnym dobrym samopoczuciu i gdy zaczniemy patrzeć na naszych uczniów przez pryzmat neurobiologii, gdy będziemy pełni zrozumienia, wprowadzimy trwałe zmiany.

Doktor Lori Desautels

Adiunkt na Marian University w Indianapolis. Wcześniej pracowała z uczniami z zaburzeniami emocjonalnymi jako doradca szkolny oraz konsultant behawioralny na Oddziale Psychiatrycznym dla Młodzieży w Szpitalu Metodystów w Indianapolis. Jej pasją jest wykorzystywanie neurologii w edukacji, o której opowiada na swoich webinariach, opisuje w licznych artykułach i wykłada na uniwersytecie. W marcu 2012 r. opublikowała swoją pierwszą książkę How May I Serve You, Revelations in Education„. Obecnie pracuje nad kolejną publikacją (Unwritten, The Story of a Living System: A Pathway to Enlivening and Transforming Education)

Rozmawiała Agnieszka Korcz

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Sygnał. Magazyn Wychowawcy” (wrzesień 2015)