Szkolne wymagania zwykle są sprzeczne z indywidualnymi umiejętnościami uczniów. Predyspozycje dziecka, jego zainteresowania są ignorowane w myśl zasady, że ma być ono tak samo dobre ze wszystkich przedmiotów. By wykorzenić to błędne przekonanie, rozpoczynamy nowy cykl – Szkoła neuronów.

My, ludzie współcześni, użytkownicy zaawansowanej technologii, myślami sięgamy nieznanych galaktyk, a zadziwiająco rzadko dostrzegamy rzeczy niesamowite, które towarzyszą nam na co dzień. Ta zasada dotyczy także nas samych, naszej kondycji, podstaw naszego funkcjonowania w świecie. Oczywiście wiemy, że jako gatunek mamy za sobą ewolucyjną przeszłość (słyszymy o tym w szkole, oglądamy kolorowe tablice, z przyjemnością odwiedzamy muzea pełne poczerniałych i zniszczonych kości). Wiemy też, że panujące dawniej warunki były zupełnie inne od tych, jakie znamy dzisiaj. Mimo to najczęściej sądzimy, że tamten odległy świat już nas nie dotyczy. Był częścią drogi, którą mamy za sobą. Zmieniliśmy się od tego czasu. Dzięki kulturze udało się nam odciąć od biologicznego podłoża, przekroczyć wynikające z niego ograniczenia. Jako ludzie potrafimy przekraczać samych siebie. Nasze złożone mózgi zdolne są do szybkiego przetwarzania pakietów informacji i wytwarzania rozwiązań bez konieczności odwoływania się do gotowych, genetycznie utrwalonych reakcji. Nie oznacza to jednak, że nasze biologiczne dziedzictwo można bezkarnie ignorować. Dotyczy to nie tylko struktury i funkcji naszych ciał, w tym oczywiście mózgów, ale także praw rządzących naszym życiem.

Edukacja nie jest tu wyjątkiem. W złożonym systemie społecznych zależności, zmian zachodzących błyskawicznie, niestabilnej teraźniejszości i niepewnej przyszłości staramy się szukać nowego pomysłu na edukację, wymyślać ją od nowa. Rzecz w tym, że proces edukacji, w najbardziej ogólnym i intuicyjnym znaczeniu tego słowa, towarzyszył człowiekowi od zawsze. Może więc po prostu spróbujmy go sobie przypomnieć? Ludzkie kompetencje są wynikiem procesów edukacyjnych odbywających się w określonych warunkach środowiska społecznego. Są sposobem rozwiązywania problemów. Cechy jednostek można traktować podobnie jak fizyczne cechy osobników, z których złożone są wszystkie populacje organizmów.

Cenna różnorodność

Obserwacje ekologów jednoznacznie wskazują, że w dłuższym przedziale czasu bezpieczeństwo populacji zależy od różnorodności cech. Duża różnorodność zmniejsza prawdopodobieństwo pojawienia się problemu, któremu nie sprosta żaden z osobników. „Różnorodność jest sposobem chronienia tego, co możliwe” – pisał François Jacob w swojej Grze możliwości. Społeczność złożona z osób o identycznych kompetencjach, identycznej wiedzy i światopoglądzie będzie bezpieczna jedynie w niezmiennym, przewidywalnym środowisku społecznym, które wymaga rozwiązywania typowych problemów. Zmiana, zwłaszcza taka, którą trudno przewidzieć, sprawia, że jednorodne populacje stają się bezradne.

Bezpieczeństwo w przyszłości wiąże się więc z różnorodnością kompetencji. Rzecz w tym, że klasyczna szkoła wydaje się zupełnie tego nie zauważać i łamie zasadę bezpieczeństwa. Podstawy programowe, programy nauczania, praktycznie wszystkie zasady, którymi rządzi się szkoła, mają na celu wyposażenie uczniów w identyczne zestawy kompetencji na porównywalnym poziomie. Ignorujemy od dawna znany nam fakt, że każdy człowiek jest absolutnie unikalny, niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Ta wyjątkowość jest właśnie odpowiedzią na potrzebę różnorodności. Już sam genetyczny przepis na nasze ciała jest wynikiem nieprawdopodobnie skomplikowanej gry losowej, która odbywa się, zanim jeszcze powstanie pierwsza komórka naszych ciał – zygota. Każdy z kilkudziesięciu tysięcy genów aktywnych w czasie naszego życia posiada dwie lub więcej odmian. Do komórek rozrodczych trafia losowo po jednym z nich, co powoduje, że prawdopodobieństwo powstania dwóch identycznych zestawów jest praktycznie równe zeru. Wyjątkiem są jedynie genotypy bliźniąt jednojajowych.

Różnorodność cech (w tym także tak złożonych jak ludzkie kompetencje) jest ogromna. A przecież zestaw genów to dopiero punkt wyjścia. Genetyczny „przepis kulinarny” jest następnie realizowany w niepowtarzalnych warunkach środowiska – zarówno fizycznego, jak i społecznego. W efekcie każdy człowiek jest bytem niepowtarzalnym w realnie rozumianej przyszłości, jaka jest dostępna naszemu gatunkowi. Każde dziecko jest, podobnie jak każdy dorosły, samo w sobie wyjątkowym zbiorem możliwości. Dotyczy to także budowy i funkcjonowania ośrodkowego układu nerwowego, a więc tego, co stanowi fundament naszego postrzegania świata. Cała ta trudna do zrozumienia różnorodność jest naszą szansą na zestaw kompetencji zbudowanych na bazie biologicznie uzasadnionych preferencji, talentów i skłonności.

Klasyczna szkoła wydaje się konsekwentnie ograniczać różnorodność, pomijać preferencje i zainteresowania, promować programowo „poprawne” rozwiązania. Tworzymy zamknięte zbiory oczekiwanych efektów kształcenia, celów nauczania, bazy koniecznych kompetencji oraz zalecenia, w jaki sposób osiągnąć ich pożądany poziom u każdego ucznia. Same szkoły rozliczamy zresztą z tak właśnie rozumianych osiągnięć. Ignorujemy społeczny charakter naszego gatunku, w którym przynajmniej spora część kompetencji dotyczy możliwości współpracy z innymi. Różnorodność nie prowadzi tu do oddalenia od siebie jednostek, przeciwnie: właściwie rozumiana, staje się przyczyną wzrostu znaczenia jakości relacji pomiędzy nimi.

Co lubi mózg?

Jeśli założymy, że granice kompetencji jednostki stanowią granice jej bieżących możliwości, naturalną potrzebą będzie szukanie sposobu na ich rozszerzenie. Jeśli czegoś nie wiesz lub nie potrafisz, naucz się tego. To skuteczne i oczywiste rozwiązanie. Prowadzi jednak do równie oczywistej konieczności posiadania wszystkich potencjalnie przydatnych kompetencji, przyswojenia całej potencjalnie użytecznej wiedzy. W realiach dzisiejszego świata jest to jednak droga prowadząca donikąd. Jesteśmy gatunkiem społecznym – zawsze towarzyszą nam inni, więc możemy poszerzać własne możliwości, korzystając z kompetencji innych ludzi. Jeśli czegoś nie wiesz lub nie potrafisz, poszukaj kogoś, kto potrafi.

Nasze szkoły rzadko zdają się dostrzegać taką możliwość. W pewnym sensie szkoła zachowuje się tak, jakby przygotowywała nas do życia w kompletnej samotności, a udziałem każdego z nas miały być bezludne wyspy, gdzie każdy musi sobie radzić jedynie dzięki temu, co sam potrafi. Nasza teraźniejszość, podobnie jak i przeszłość, jest jednak zupełnie inna. Ludzkie mózgi uwielbiają informacje o innych ludziach. Znaczna część ich struktur uczestniczy w analizie tego typu informacji. Systemy decydujące o tym, co zostanie zauważone i zapamiętane, preferują te, które są związane z ludźmi, ich obecnością, działaniem, stanami emocjonalnymi. Kierowanie uwagi w stronę działań innych członków grupy sprzyjało nam i nadal sprzyja, podobnie jak uwaga innych skierowana w naszą stronę. Zabiegamy o nią, większość z nas lubi przyciągać spojrzenia innych osób. W pewnym stopniu nasz specyficzny gatunek, rozwijając swoje możliwości przystosowywania i rekonstrukcji środowiska, przeszedł stopniowo z walki o byt w walkę o zachwyt. Widzimy, interpretujemy, rozumiemy świat przede wszystkim przez pryzmat obecności innych ludzi. Tym, co wyznacza ostateczną wartość obecnej w środowisku społecznym informacji, jest jej znaczenie dla tworzących je ludzi.

Pozornie oczywiste zadanie, jakie stawia sobie często nauczyciel – zainteresować ucznia przedmiotem – jest z tej perspektywy niezwykle trudne (o ile nie niemożliwe). Znacznie łatwiej jest wzbudzić zainteresowanie sposobem, w jaki nauczyciel sam interesuje się swoim przedmiotem. Taka zmiana perspektywy wymaga zasadniczej zmiany rozumienia roli nauczyciela. Na pierwszy plan wysuwa się wówczas jego osobowość i umiejętności interpersonalne, które stają się kluczem do tworzenia motywacji ucznia oraz warunkiem decydującym o jego osiągnięciach. Jakość edukacji z tej perspektywy jest uzależniona od relacji zachodzących pomiędzy uczestniczącymi w tym procesie osobami. Badania Roberta Plomina z Instytutu Psychiatrii w King’s College w Londynie wykazują, że spośród różnych cech środowiska szkolnego najsilniejszy wpływ na osiągnięcia ucznia ma atmosfera panująca na lekcji. Znaczenie tego czynnika jest wielokrotnie większe od znaczenia innych, tradycyjnie wiązanych z osiągnięciami uczniów, takich jak liczebność zespołów klasowych, wyposażenie szkoły czy nawet merytoryczne kompetencje nauczyciela.

Znaczenie emocjonalnych reakcji nauczyciela sięga prawdopodobnie jeszcze głębszych mechanizmów uczniowskich motywacji do przyswajania wiedzy. Zastanówmy się przez chwilę, w jaki sposób ktoś, kto styka się z jakimś obszarem wiedzy i kompetencji, ma zdecydować, czy ten właśnie obszar może być użyteczny? W takiej sytuacji najbardziej wiarygodną wskazówką może być to, w jakim stopniu osoba przekazująca wiedzę jest zainteresowana tym, co mówi. Jeśli ma to dla niej duże znaczenie, będzie zdradzała zainteresowanie i zaangażowanie, przekazując ją innym. I odwrotnie: człowiek znudzony tym, co mówi, jest niewiarygodny, kiedy twierdzi, że mówi o czymś ważnym.

Mechanizmy lustrzane

Znaczenie weryfikacji tego rodzaju potwierdza fakt, że sposoby oceny zaangażowania są wpisane w nasz biologiczno-społeczny bagaż. Stanowią one część mechanizmów o szerszym znaczeniu, nazywanych mechanizmami lustrzanymi. Za ich odkrywców uznaje się zespół włoskich badaczy z Padwy pod kierunkiem prof. Giacomo Rizzolattiego. W czasie badań nad mózgiem ruchowym makaków japońskich odkryli oni, że neurony wykazujące aktywność w czasie wykonywania ściśle określonego ruchu (a nieaktywne przy innych czynnościach) uaktywniają się także wtedy, kiedy małpa obserwuje podobny ruch wykonywany przez inne zwierzę, a nawet człowieka. Podobne zjawiska opisano nieco później u ludzi. Mózg obserwatora wytwarza stany, które miałyby miejsce, gdyby on sam wykonywał obserwowane czynności. Kiedy patrzymy na uśmiechającą się do nas osobę, nasze mózgi tworzą wzorce pobudzeń podobne do tych, jakie towarzyszą naszemu własnemu uśmiechowi. Podobnie jest z lękiem, złością, wstrętem, ale też radością, zainteresowaniem, zachwytem i podziwem. Znudzony nauczyciel wywołuje nudę w umyśle ucznia, zaangażowany – jest źródłem reakcji lustrzanych prowadzących do motywacji.

Mimo odmiennych oczekiwań i nauczycielskich intuicji może się okazać, że ważniejsze od tego, co mamy do powiedzenia, jest to, w jaki sposób to mówimy. Społeczny charakter naszego gatunku daje nam ogromne możliwości. Są one wpisane w naszą gatunkową przeszłość i kształtują naszą teraźniejszość w stopniu, jakiego czasem nie dostrzegamy. Warto przyjrzeć się naszym korzeniom, ponieważ ich zrozumienie może nam wskazać nowe kierunki działań i potrzebne rozwiązania. Rozwiązania te zresztą wcale nie są nowe. Logika podpowiada, że towarzyszą nam od początku naszej gatunkowej drogi. W pędzie za zwiększeniem skuteczności nowoczesnej szkoły próbowaliśmy o nich zapomnieć, ponieważ wiążą się z koniecznością uwzględniania ograniczeń, a to przychodzi nam, współczesnym ludziom, z ogromnym trudem. Te same rozwiązania przynoszą jednak nieoczekiwane możliwości, pozwalają odkryć zapomniane obszary działań, znaczeń i wartości. Mamy dziś dostęp do badań, rozumiemy nasz biologiczny charakter. Ostrożne wykorzystanie tej wiedzy w wyjaśnianiu i usprawnianiu procesu edukacji jest szansą, zbiorem potencjalnych możliwości, których nie wolno nam zignorować.

dr Marek Kaczmarzyk wykładowca, biolog, neurodydaktyk i memetyk. Popularyzator nauki, autor podręczników, programów szkolnych i publikacji z zakresu biologicznych i memetycznych kontekstów kształcenia. Proponuje spojrzenie na edukację przez pryzmat znaczenia podłoża biologicznego. Kierownik Pracowni Dydaktyki Biologii (WBiOŚ, UŚ).

Bibliografia:

  • Asbury, R. Plomin, Geny i edukacja, Wydawnictwa Naukowe PWN, Warszawa 2016.
  • Bauer, Empatia. Co potrafią neurony lustrzane, Wydawnictwa Naukowe PWN, Warszawa 2008.
  • Cattaneo, G. Rizzolatti, The Mirror Neuron System. „Arch Neurol.” 2009, 66 (5) s. 557–560.
  • S. Ramachandran, Neuronauka o podstawach człowieczeństwa. O czym mówi mózg?, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012.

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Sygnał. Magazyn Wychowawcy” nr 7 (sierpień) 2017)